Wędrowałam przez warstwy Stambułu jak przez lustra: odbicia w szybach, cienie na chodnikach, twarze pojawiające się i znikające w rytmie światła.
Miasto nie dawało się uchwycić — przyciągało, odpychało, oplatało.
Uwodziło intensywnością, a chwilę później rozpływało się jak cień, by znów mnie do siebie przyciągnąć.